- Cholera! Czemu ja zawsze zapominam tych rękawiczek… - mruczałam zła na siebie. Palce miałam już skostniałe, buty przemoczone i oczywiście byłam wściekła jak osa! „Taaaak, jak wrócę do domu to jeszcze muszę wyjść z psem – przeklinałam w duchu mojego kochanego czworonoga – i nic nie mam do jedzenia… Jestem najgorszą panią domu jaką można sobie wyobrazić!! No i oczywiście nikogo do pomocy… Wszystko sama, jak zwykle. Ech…” Marudziłam, ślizgając się na oblodzonych płytach chodnikowych – cóż.. zima znowu w tym roku zaskoczyła drogowców.. ;)
Byłam sama, ale już przestałam być samotna. Przyzwyczaiłam się. Poza tym, wychodziłam z założenia, że pobycie ze samym sobą bez żadnych dodatkowych osób, które wprowadzają zawirowania, jest dobre dla zdrowia psychicznego… Taaak – przynajmniej próbowałam sobie to tak tłumaczyć.
Jeszcze nie do końca wyleczyłam serducho po ostatnim romansie – najpierw zawróciła mi w głowie a potem wróciła do swojej byłej.. Serce nie sługa jak mawiają. Nie miałam jej tego za złe – szukała swojego szczęścia, jak każdy. Czasem przed snem jeszcze wspominałam te słodkie chwile, które miałyśmy okazję przeżyć ze sobą. Te kilkusetkilometrowe wyprawy na złamanie karku byle tylko spotkać się jak najszybciej, te obiadki, które dla siebie szykowałyśmy bawiąc się w dom, te przypalone zupy ;) no i… nasz pierwszy raz.. Ech..
„Dwa tygodnie rozmów, godziny na telefonie, kasowanie historii gg, rumieńce kiedy mieć ich nie wolno, smutek, ale przecież ani Anioły ani Supergirls don’t cry. Nie można płakać. Za tym czego nie ma.
Wsiadłam w pociąg. Tylko 300 km. Po drodze jakiś egzamin – nie wiem nawet jak poszedł. Nieważne. Przyjechałam do niej. Wysiadłam na dworcu i czekałam. Przyjechała za chwile. Przytuliłyśmy się, jakbyśmy nie widziały się cale wieki. Bo tak było, tak czułyśmy. I ta droga jej samochodem do domu.. Pełna ukradkowych spojrzeń, urywanego śmiechu, ścisku w żołądku, elektryczności.. Zaprowadziła mnie do domu.
Obowiązkowa herbata, coś ciepłego do jedzenia, kąpiel.. Takie cudnie domowe czynności, które nadawały tym kradzionym chwilom otoczkę normalności. Ten magnetyzm, przyciąganie.. ta elektryczność – jak zwykła to nazywać.. Cały wieczór czekałyśmy na tą wymarzoną chwilę. Kiedy już będziemy razem. Kiedy będziemy mogły wtulić się w swoje ciała, wykochać się za ten cały czas kiedy nie mogłyśmy.. I nakochać się na zapas..
Aż tu nagle.. Nie mogłam, po prostu nie mogłam! Leżałam jak kłoda i nie byłam w stanie odczuć żadnej przyjemności z tego, że ona mnie dotyka! Jak to możliwe? Przecież jej pragnę, przecież tego właśnie chciałam, o tym marzyłam, a tu nic? Próbowałyśmy jakiś czas, ale sfrustrowana zrezygnowałam. Buzi w czółko i dobranoc.. Może to była kwestia oczekiwań wobec tej nocy.. może stres, że to byłaby moja pierwsza kobieta.. że nie podołam, że nie umiem, że nie wiem, tyle pytań i wątpliwości tłoczyło się w mojej głowie..
Obudziłyśmy się wcześnie. Dziwnie nam było patrzeć na siebie teraz.. Starałyśmy się obrócić wszystko w żart. Poszłam do toalety na chwilkę i wracając, zatrzymałam się przed zamkniętymi drzwiami do jej pokoju… I coś we mnie pękło. Przecież to nie są zawody, kobieto! Nie przyjechałam tu na konkurs pt. „ kto da komu więcej orgazmów” tylko do Niej. Dla Niej. Pragnęłam jej bliskości, chciałam czuć jej dłonie na swoim ciele, chciałam ją dotykać i dobrze wiedziałam, że ona pragnęła tego równie mocno. Więc poddałam się temu uczuciu, popłynęłam z jego falą.. czułam jakby ogromna zapora pękła i właśnie strumieniami wylewały się ze mnie te wszystkie tłumione długo uczucia. Weszłam z figlarnym uśmiechem na twarzy i całkiem bezceremonialnie usiadłam na niej…
- Hmmm.. cóż za przemiana.. - zamruczała uśmiechając się do mnie..
A ja przestałam się zastanawiać i po prostu zaczęłam działać..
-Ktoś tu nie lubi dominacji…? – zapytałam z niewinnym uśmiechem przechylając główkę
Przytrzymałam mocniej jej ręce, a ona tylko uśmiechała się patrząc na mnie chytrze spod przymrużonych powiek. Pozwalała mi na tą grę.. Całkiem miłe z jej strony.. Ściskając jej nadgarstki zaczęłam całować jej twarz.. wiecznie zmarszczone czoło, nosek, cudne usta.. uszka.. zapędziłam się w pocałunkach na szyję.. na piękne zagłębienie między szyją a ramionami.. na ręce.. na brzuch.. Och! Pominęłam piersi.. o piersiach nie zapomniałam, o nie… Mogłabym zamieszkać w cienistej dolinie pomiędzy nimi.. moje usta wdrapywały się pomału na te strome i gładkie wzgórza aby osiągnąć szczyt….”
Taaak… nasz pierwszy raz był piękny.. I wszystkie kolejne. Czasem ponosiła mnie fantazja i przeżywałam nawet te, które miały miejsce tylko w mojej głowie..
Te pogodne myśli sprawiły, że nie zauważyłam nawet kiedy doszłam do domu. Można by było nawet zaryzykować twierdzenie, że wyobraźnia przenosi w przestrzeni :). Otworzyłam drzwi na klatkę schodową i zaczęłam wbiegać na górę. W końcu jeszcze spacer z psiakiem mnie czekał. Nagle usłyszałam jego szczekanie… Hmmm nigdy nie szczeka jak mnie słyszy kiedy siedzi sam w domu.. Zaczęłam wchodzić wolniej.. Pies już wariował ze szczęścia za drzwiami. Ktoś mógł być właśnie w moim mieszkaniu, a mnie się nie uśmiechała walka wręcz.. Psa mam mało obronnego ;) Jedną ręką złapałam telefon komórkowy (w razie, gdybym miała od razu bić ;) ) a druga klamkę..
- Żaba! To Ty? – odezwał się z kuchni znajomy głos
- To TY? Co Ty tu robisz? Jak się tu znalazłaś?? Wystraszyłaś mnie na śmierć.. Myślałam, że to jakiś włamywacz albo coś.. Hmmm jak pięknie pachnie.. Dawno Cię nie widziałam…Ech.. – zarzuciłam ją słowotokiem, wciąż nie mogąc uwierzyć w to co widziałam.
Na stole stały pachnące świeczuszki – karmel, wanilia i czekolada.. Mniam – wybuchowa mieszanka ;) A Ella Fitzgerald akompaniowała z głośników słodkim „Dream a little dream of me..”. Na kuchence bulgotała smakowicie jej popisowa pomidorówka. Żyć nie umierać… Tylko wciąż nie wiedziałam jak się dostała do mojego mieszkania, żeby stworzyć ten raj.
- Zdejmij te przemoczone rzeczy Ewa. Zaraz dostaniesz pysznej zupki to się zagrzejesz, bo widzę, że zmarzłaś. Boże.. palce masz jak lód! Wskakuj pod koc raz dwa! – zaczęła komenderować, co muszę przyznać, wychodziło jej świetnie.. :)
– Zostawiła mnie.. znowu mnie zostawiła i już nie mogłam siedzieć w domu, postanowiłam tu przyjechać. Tu mam przynajmniej kilka bliskich osób. A dostałam się do Ciebie bardzo prosto, przez drzwi, otwierając je Twoim własnym kluczem, który mi dałaś jakieś dwa miesiące temu :) Mam nadzieję, że się nie gniewasz za to najście. Wyprowadziłam Ci psa.. pomyślałam, że nie będzie Ci się chciało z nim wychodzić teraz..
- Myszko moja.. Tak mi przykro.. To było w sumie do przewidzenia, ale cóż.. Człowiek czasem musi uczyć się na własnych błędach, a one zazwyczaj bolą.. Bardzo się cieszę, że przyjechałaś.. Przeklinałam dziś wszystko po kolei, jak wracałam do domu i byłam zła na cały świat, ale teraz jest mi po prostu błogo…
- A mogę zostać?. wiesz.. nie chciałabym stresować rodziców o tej porze..
- Pewnie, że możesz :) Za taką zupę to możesz zostać przez tydzień :)
Zaczęłyśmy się krzątać po domu, śmiejąc się i rozmawiając.. Już nie przeszkadzał mi padający śnieg – podziwiałyśmy go razem jak cudnie wiruje w świetle zapalonych latarni.. Włączyłyśmy sobie jakiś film, zakopałyśmy się pod nagrzanym już kocem, wtuliłyśmy się w siebie i zaczęłyśmy oglądać..
I dopiero wtedy, kiedy już ochłonęłam po pierwszym zaskoczeniu jej obecnością w moim domu, zorientowałam się, że tak niesamowicie bliska jej obecność niesie ze sobą także pewne zagrożenia…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz